17 kwietnia 2008
12 LAT WIĘZIENIA ZA PODPALENIE MĘŻA
Bogumiła Rzeczkowska dla gp24.pl

Wczoraj słupski Sąd Okręgowy nie miał cienia wątpliwości, że podpalaczka z premedytacją zabiła męża. Nie pomogły tłumaczenia, że chciała go tylko nastraszyć.

– Bardzo żałuję, to się nie powinno wydarzyć – powiedziała w ostatnim słowie Ewa W. Tak mówiła w czasie całego procesu. – Chciałam go tylko postraszyć. Przepraszam. Alkohol zrujnował mi życie.

Nie powinno, ale wydarzyło się, a słupski Sąd Okręgowy uznał wczoraj, że oskarżona chciała zabić i to zrobiła.

Salę sądową przepełniało wiele emocji. Zniszczona życiem rencistka w prosty sposób opowiadała o swoim małżeństwie, które trwało 30 lat z przerwami. Ewa i Andrzej W. rozchodzili się, wracali do siebie, pili razem, bili się. Tak w kółko. On – z przerwaną karierą żołnierza zawodowego po tym, jak po pijanemu spowodował wypadek. Ona – rzucała go nie raz.

W marcu ubiegłego roku po dziesięcioletniej przerwie wróciła. Powodów było wiele. Mąż znalazł pracę, dostał spadek po ciotce z Toronto. Żona wciąż wierzyła, że mogą normalnie ze sobą żyć. Zmarł też konkubent Ewy W. Jednak kłótnie też wróciły. Błahe, przeradzały się w awantury. Andrzej W. zaczął kraść rzeczy żony, by kupić alkohol, później znowu bił i wyrzucał ją z domu. Spała na schodach. Gdy roztrzaskał jej aparat słuchowy, wyprowadziła się do znajomego.

– Zastanawiałam się, które z rodziców pierwsze zabije – wyznała w sądzie jedna z dorosłych córek małżeństwa W.

Podwieczór 22 czerwca ubiegłego roku Ewa W. postanowiła jeszcze raz porozmawiać z mężem. Była pijana. Weszła do mieszkania Ryszarda K. przy ul. Kościuszki w Łebie. Andrzej W. pił tam ze znajomymi. Zlekceważył ją, obraził i wyzwał przy wszystkich.

– Wyszłam. Znalazłam na śmietniku plastikową butelkę. Poszłam z nią na stację paliw. Poprosiłam o benzynę do kosiarki. Nalali mi za 2,80 złotych – opowiadała Ewa W.

Wróciła do mieszkania, gdzie trwała libacja. Stanęła za mężem, oblała go benzyną i podpaliła zapalniczką. Domownicy ugasili ofiarę. Jednak Andrzej W. zmarł po kilku dniach w szpitalu w Gryficach od oparzeń dróg oddechowych i skóry III i IV stopnia, niewydolności płuc, nerek i krążenia. Śmiertelny zamiar

– To było zabójstwo z premedytacją. Ewa W. chlapnęła benzyną, podpaliła zapalniczką i wyszła śmiejąc się z tego – dowodził prokurator Marian Lancmański z lęborskiej Prokuratury Rejonowej. – Przecież oboje mogli inaczej rozwiązywać swoje problemy małżeńskie. Jedno było warte drugiego – skwitował w mowie oskarżycielskiej.

Ewa W. jednak przekonywała sąd, że nie chciała zabić męża. – Tylko nastraszyć. Działała pod wpływem emocji i gniewu – argumentował jej adwokat Piotr Sut, który domagał się, by czyn uznać za spowodowanie obrażeń.
Sąd nie uwierzył Ewie W. W przeszłości chciała popełnić samobójstwo. Wtedy też polała się benzyną. proces wykazał, że Ewa W. nie kupiła benzyny na stacji paliw, ale wzięła ją z domu swojego przyjaciela.

– Pożycie małżeńskie nie układało się nie tylko w winy żony, ale konflikt nie usprawiedliwia oskarżonej – stwierdził sędzia Dariusz Ziniewicz. – Można odnieść wrażenie, że oskarżona nie do końca zdaje sobie sprawę, jaką wielką krzywdę wyrządziła, pozbawiając życia drugiego człowieka. Wyrok 12 lat więzienia nie jest prawomocny.

                                                                                                                                                      


26 kwietnia 2007
25 LAT ZA ZABÓJSTWO CIOTKI
Bogumiła Rzeczkowska dla gp24.pl

– Żałuję – beznamiętnie wypowiedział ostatnie słowo oskarżony Marcina P. Prawdziwej skruchy i przeprosin nie było.

9 marca ubiegłego roku 56-letnia Wiesława B. ostatni raz zajęła się starą matką, upośledzoną siostrą, wyprawiła Paulinkę do szkoły. Tego dnia rodzina zgłosiła policji jej zaginięcie. Funkcjonariusz przyszedł do domu, rozejrzał się po kątach i poszedł.

Następnego dnia ciało Wiesławy B. odnaleziono w kanale samochodowym w przydomowym garażu. Kobieta miała sześć ran ciętych i kłutych szyi i klatki piersiowej. Zabójca przebił jej krtań, przełyk i aortę. Zabrał portfel, w którym było 1600 złotych i kartę bankomatową.

Wiesława B. uchodziła za zamożną. Sprzedała ziemię, jej synowie dobrze zarabiali w Anglii. To było solą w oku mieszkającej w sąsiedztwie rodziny. Jednak zginęła z innego powodu…

– Zabiłem ciotkę w furii – przyznał się Marcin P., siostrzeniec ofiary, który po zabójstwie uciekł. Ukrywał się dziewięć dni u znajomych pod Kępicami. Trafił do babci w Borzęcinie, skąd jego matka wezwała policję.

Marcin P. zaprzeczał, że planował zabójstwo. – Chciałem zapytać, czy moja mama ma dziecko z synem ciotki, bo tak ludzie plotkują – wyjaśniał, że bardzo dotknęła go prawda o jego siostrze Paulinie. – Ciotka śmiała się. Ja czułem się upokorzony.

– Ciotka poniosła karę za to, że jej syn i matka oskarżonego mają wspólne dziecko. Nie można w ten sposób wymierzać sprawiedliwości – dowodził prokurator Krzysztof Młynarczyk, domagając się dożywocia, pozbawienia praw publicznych na zawsze oraz publikacji wyroku w gazetach.

Adwokat Piotr Sut bronił Marcina P.: – Poszedł do domu pokrzywdzonej wyjaśnić sprawy rodzinne. Nie chciał żyć w upokorzeniu, a ona szydziła z niego.

Obrońca chciał, by sąd wziął pod uwagę, że Marcin P. wychowywał się w skłóconej rodzinie, brał też sterydy, wywołujące agresję, miał zaburzenia osobowości. – To wszystko stanowi niebezpieczną mieszankę – twierdził mecenas, który wniósł o karę łagodniejszą niż żądane dożywocie.

Sąd uznał, że Marcin P. zaplanował zbrodnię i popełnił ją w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie i wymierzył mu karę 25 lat więzienia oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. – Oskarżony jest młodociany. Kara dożywocia byłaby nadmierną represją – uzasadnił sędzia Dariusz Ziniewicz.

Po ogłoszeniu wyroku słychać było płacz bliskich oskarżonego, oburzenie rodziny ze strony ofiary. – To stanowczo za niska kara – ocenili krewni zamordowanej.